Przejdź do treści

Skąd Kościół w Polsce bierze pieniądze. Cztery źródła i jedno, o które toczy się spór

W Polsce nie ma podatku kościelnego. Parafie utrzymują się z tacy i ofiar, a państwo dokłada się przez Fundusz Kościelny — 275,7 miliona złotych w 2025 roku, z czego ponad osiemdziesiąt procent idzie na składki ZUS duchownych.

Redakcja14 sierpnia 20269 min czytania

Pytanie „ile Kościół dostaje od państwa“ wraca w Polsce regularnie i pada zwykle w formie, która przesądza odpowiedź. Warto więc rozłożyć to na części — bo źródeł jest kilka, mają różną wielkość i tylko jedno z nich jest przedmiotem realnego sporu.

Zacznijmy od rzeczy, która wielu zaskakuje.

W Polsce nie ma podatku kościelnego

W Niemczech, Austrii czy Danii państwo pobiera od zadeklarowanych wiernych podatek kościelny i przekazuje go wspólnotom religijnym. W Niemczech to od ośmiu do dziewięciu procent podatku dochodowego.

W Polsce takiego mechanizmu nie ma. Nikt nie płaci na Kościół z automatu i nikt nie musi się wypisywać, żeby przestać płacić. To ma konsekwencję, o której rzadko się mówi: polska parafia utrzymuje się głównie z pieniędzy wrzuconych dobrowolnie na tacę, a więc jest finansowo zależna od tego, ilu ludzi przychodzi.

1. Taca i ofiary

To jest źródło podstawowe i największe dla przeciętnej parafii.

Składa się na nie niedzielna taca, ofiary przy chrzcie, ślubie i pogrzebie, intencje mszalne, kolęda i zbiórki celowe — na remont dachu, na ogrzewanie, na misje.

Prawo kanoniczne traktuje to jako obowiązek wiernych: mają oni zaradzać potrzebom Kościoła, by miał on środki na kult, dzieła apostolatu, miłosierdzia i godziwe utrzymanie duchownych (kan. 222 §1, 1254 §2).

Warto zauważyć, co z tego wynika praktycznie. Parafia w wyludniającej się wsi i parafia w bogatym osiedlu mają zupełnie inne budżety przy tej samej liczbie obowiązków. System nie wyrównuje — nie ma centralnej kasy, która przesuwałaby środki tam, gdzie ich brakuje, poza ograniczonymi mechanizmami diecezjalnymi.

O tym, czym różni się ofiara od opłaty i czego proboszczowi nie wolno żądać, piszemy osobno.

2. Fundusz Kościelny — źródło sporne

Tu zaczyna się część, o którą toczy się publiczna dyskusja, więc trzymajmy się liczb.

Skąd się wziął. Fundusz powołano ustawą z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki. Państwo komunistyczne zabrało kościelne nieruchomości ziemskie i w zamian miało wypłacać z dochodów z nich rekompensatę. Dochodów tych nigdy realnie nie przekazywano; fundusz stał się dotacją z budżetu.

Ile wynosi. W budżecie na 2025 rok — 275,7 mln zł. Rok wcześniej 257 mln, czyli wzrost o około siedem procent.

Na co idzie. I to jest część najczęściej pomijana w dyskusji:

Pozycja Kwota
składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych 264 mln zł
remonty i konserwacja zabytków sakralnych 10 mln zł
działalność charytatywna i opiekuńcza 1 mln zł

Ponad osiemdziesiąt procent funduszu to ZUS i NFZ za duchownych — pieniądze, które w przypadku innych grup zawodowych płaci pracodawca albo sam ubezpieczony. Fundusz nie jest więc pensją dla księży ani dotacją na budowę kościołów.

O co spór. O dwie rzeczy. Po pierwsze, czy rekompensata za majątek zabrany siedemdziesiąt pięć lat temu ma sens po tak długim czasie i po zwrotach dokonanych przez Komisję Majątkową w latach 1989–2011. Po drugie, czy państwo świeckie powinno opłacać ubezpieczenia jednej grupy ze względu na jej charakter religijny.

Likwidację albo przekształcenie funduszu zapowiadały kolejne rządy. Do dziś funkcjonuje.

3. Katecheci w szkołach

Nauczyciele religii są zatrudniani przez szkoły i opłacani z budżetu oświaty, na takich samych zasadach jak inni nauczyciele. Skierowanie do pracy — misję kanoniczną — wydaje biskup.

To jest osobna, znacząca pozycja i nie należy jej mylić z Funduszem Kościelnym. Zmiany liczby godzin religii, o których było głośno, przekładają się bezpośrednio na te koszty.

4. Majątek i działalność własna

Kościelne osoby prawne mogą prowadzić działalność gospodarczą, wynajmować lokale, prowadzić wydawnictwa, szkoły i uczelnie. Caritas pozyskuje środki z odpisu 1,5 procent podatku, z dotacji celowych i ze zbiórek.

Skala jest tu bardzo różna: od parafii, która wynajmuje jedno pomieszczenie, po duże instytucje diecezjalne.

Czego nie wiadomo

I to jest, moim zdaniem, sedno całej sprawy — ważniejsze niż same liczby.

Kościół w Polsce nie publikuje skonsolidowanych sprawozdań finansowych. Fundusz Kościelny znamy co do złotówki, bo jest pozycją w budżecie państwa. Ale ile realnie wynosi suma tac w skali kraju, jakie są majątki diecezji, jak wygląda budżet przeciętnej parafii — tego nie wiadomo, bo nikt tego nie ogłasza.

To rodzi dwa skutki naraz. Pierwszy: w debacie publicznej krążą szacunki, których nie da się zweryfikować, i każda strona wybiera te, które jej pasują. Drugi, poważniejszy: brak jawności sam w sobie buduje podejrzenie, niezależnie od tego, czy jest ono uzasadnione.

Warto zauważyć, że w części krajów zachodnich diecezje publikują roczne sprawozdania, a parafie — bilanse na tablicy ogłoszeń. Nie wymaga tego żadne prawo kościelne, ale nic też tego nie zabrania.

Co z tym może zrobić pojedynczy człowiek

Zapytać. Wierni mają prawo wiedzieć, na co idą pieniądze, które sami wrzucają — i pytanie o to nie jest brakiem szacunku.

Parafie, które podają na tablicy albo w ogłoszeniach, ile zebrano i na co poszło, prowadzą zwykle spokojniejsze rozmowy o pieniądzach niż te, które tego nie robią. To nie jest przypadek. Jawność jest tańsza od tłumaczenia się.

Źródła

  • FaktUstawa z 20 marca 1950 r. o przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki — powołanie Funduszu Kościelnego
  • FaktBudżet państwa na 2025 r. — 275,7 mln zł na Fundusz Kościelny, w tym 264 mln na ubezpieczenia duchownych, 10 mln na zabytki sakralne, 1 mln na działalność charytatywną
  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 222 §1 — obowiązek wiernych zaradzania potrzebom Kościoła
  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1254 §2 — cele, na jakie Kościół może przeznaczać dobra