Przejdź do treści

„Co łaska" — czyli ile? Co prawo kościelne naprawdę mówi o płaceniu za sakramenty

Prawo kanoniczne jest w tej sprawie zaskakująco jednoznaczne: nikogo nie wolno pozbawić sakramentu z powodu ubóstwa, a handel rzeczami świętymi jest przestępstwem z karą. Problem w tym, że przy kancelarii parafialnej brzmi to zupełnie inaczej.

Redakcja10 sierpnia 20268 min czytania

Kobieta pyta w kancelarii, ile kosztuje chrzest. Słyszy: „co łaska“. Pyta więc, ile zwykle dają inni — bo „co łaska“ nie jest kwotą, tylko uprzejmym sposobem, żeby jej nie podać. Wychodzi z poczuciem, że zaraz popełni gafę, i pyta znajomych. Każdy mówi coś innego.

To jest, w skrócie, cały problem. Nie polega on na tym, że Kościół pobiera opłaty za sakramenty — bo prawo tego zabrania. Polega na tym, że praktyka wygląda dokładnie tak, jakby je pobierał.

Co mówi prawo, gdy przeczytać je dosłownie

Kodeks Prawa Kanonicznego formułuje zasadę w jednym zdaniu i jest ono mocniejsze, niż większość ludzi się spodziewa:

Poza ofiarami określonymi przez kompetentną władzę kościelną, szafarz nie może domagać się niczego za udzielanie sakramentów, przy czym potrzebujący nie powinni być pozbawieni pomocy sakramentów z racji ubóstwa (kan. 848).

Dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, ksiądz nie może domagać się niczego ponad to, co ustaliła władza kościelna. Po drugie — i to jest zdanie, które w praktyce ginie — ubóstwo nie może być powodem odmowy.

Przy pogrzebie prawo idzie jeszcze dalej: w obrzędach pogrzebowych nie wolno czynić żadnego wyróżniania osób, a ubodzy nie mogą być pozbawieni należnego pogrzebu (kan. 1181). Nie „powinni dostać zniżkę“. Nie wolno ich różnicować.

A skąd w takim razie kwoty

Stąd, że prawo dopuszcza ofiary określone przez władzę kościelną. Konferencja biskupów danej prowincji może ustalić, jaka ofiara jest zwyczajowa przy sakramentach i sakramentaliach (kan. 1264). W praktyce robią to poszczególne diecezje, a proboszcz stosuje ustalenia swojej.

I tu jest sedno rozróżnienia, które w rozmowie przy okienku prawie nigdy nie pada:

Ofiara to udział w utrzymaniu parafii. Prąd, ogrzewanie, remont dachu, pensja organisty — to wszystko ktoś musi zapłacić, a w Polsce nie ma podatku kościelnego, więc płacą to wierni. Ofiara jest dobrowolna i jej wysokość jest orientacyjna.

Opłata to cena za usługę. Gdyby sakrament miał cenę, byłby towarem — a tego prawo zakazuje wprost.

Różnica nie jest formalna. Jest to różnica między „ludzie utrzymują wspólny dom“ a „kasa przy wejściu“.

Symonia — słowo, które brzmi archaicznie, a ma karę

Handel rzeczami duchowymi ma w Kościele własną nazwę i własne przestępstwo. Symonia — od Szymona Maga, który w Dziejach Apostolskich chciał kupić od apostołów władzę udzielania Ducha Świętego i usłyszał odpowiedź, której nie da się złagodzić: „Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą“ (Dz 8,20).

Katechizm definiuje symonię jako nabywanie lub sprzedawanie rzeczy duchowych (KKK 2121). Kodeks przewiduje za nią karę: interdykt albo suspensę, a więc zakaz sprawowania czynności kapłańskich (kan. 1380).

To nie jest przepis martwy dla ozdoby. To jest miara tego, jak poważnie Kościół traktuje własną zasadę — i jak bardzo rozjeżdża się ona z tym, co ludzie opowiadają o swoich wizytach w kancelarii.

Gdzie to naprawdę pęka

Nie w przepisach. W trzech miejscach praktyki.

„Co łaska“ nie jest odpowiedzią. Człowiek, który pyta o kwotę, zwykle nie próbuje się targować — on nie chce popełnić nietaktu. Odesłanie go z formułą, która niczego nie mówi, zostawia go z domysłami, a domysły są zawsze wyższe niż rzeczywistość.

Cenniki, które oficjalnie nie istnieją. W wielu parafiach funkcjonują stawki znane wszystkim poza tym, kto pyta pierwszy raz. Nieoficjalny cennik jest gorszy od oficjalnego, bo działa tak samo, a nie daje się go zakwestionować.

Moment. O ofiarę pyta się przy chrzcie dziecka, przy ślubie i przy pogrzebie ojca — czyli wtedy, gdy nikt nie ma siły negocjować i każdy zapłaci, ile trzeba, żeby mieć to z głowy. Tego rodzaju rozmowa zostaje ludziom w pamięci na lata i nie ma znaczenia, że kanon 848 mówi co innego.

Co możesz zrobić, jeśli nie masz z czego zapłacić

Powiedzieć to wprost. To nie jest prośba o wyjątek ani o litość — to jest sytuacja przewidziana przez prawo kościelne, opisana w dwóch osobnych kanonach.

Zdanie „nie stać nas, bardzo proszę o pochówek mimo to“ jest wystarczające. Jeśli spotkasz się z odmową, można zwrócić się do kurii diecezjalnej — a odmowa pogrzebu z powodu braku pieniędzy jest wprost sprzeczna z kan. 1181.

Warto też wiedzieć, gdzie naprawdę leżą koszty pogrzebu. Największe pozycje to usługi zakładu pogrzebowego i miejsce na cmentarzu — parafia jest zwykle najmniejszą częścią rachunku, choć w odczuciu rodzin bywa odwrotnie. Piszemy o tym przy pogrzebie katolickim.

Czego ten tekst nie twierdzi

Że parafie nie potrzebują pieniędzy. Potrzebują, i to jest oczywiste dla każdego, kto widział kosztorys remontu dachu.

Że każdy proboszcz łamie prawo. Większość stosuje diecezjalne ustalenia i nie robi z tego tajemnicy.

I że sprawa jest prosta. Nie jest — bo między „utrzymujemy wspólny dom“ a „cennik przy okienku“ biegnie granica, którą łatwo przekroczyć bez złej woli, samym przyzwyczajeniem.

Warto natomiast wiedzieć, po której stronie tej granicy stoi prawo, które Kościół sam sobie napisał. Stoi jednoznacznie: sakramentu nie wolno nikomu odmówić dlatego, że go nie stać.

Źródła

  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 848 — zakaz żądania czegokolwiek ponad ofiary określone przez władzę kościelną
  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1181 — zakaz różnicowania osób przy pogrzebie
  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1264 — kompetencja biskupów do określania wysokości ofiar
  • FaktKodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1380 — kara za symonię
  • Nauczanie KościołaKatechizm Kościoła Katolickiego 2121 (symonia) i 1651
  • Pismo ŚwięteDzieje Apostolskie 8,18–20 — Szymon Mag i pochodzenie słowa „symonia"