Psalmy. Modlitewnik, w którym jest wściekłość — i trzy, których Kościół nie odmawia
Sto pięćdziesiąt tekstów, które Kościół odmawia codziennie od dwóch tysięcy lat. Większość z nich to nie uwielbienia, tylko skargi. A trzy okazały się na tyle gwałtowne, że po Soborze Watykańskim II usunięto je z brewiarza.
Psalmy są najstarszym modlitewnikiem chrześcijaństwa i jedynym, którego Kościół nie napisał — przejął go gotowy z judaizmu. Sto pięćdziesiąt tekstów, odmawianych codziennie w Liturgii Godzin przez duchownych, zakonników i część świeckich na całym świecie.
Rzecz, która zaskakuje przy pierwszym uważnym czytaniu: to nie jest zbiór pobożnych uniesień.
Więcej skarg niż pochwał
Bibliści dzielą psalmy na kilka gatunków: hymny, dziękczynienia, psalmy królewskie, mądrościowe — i lamentacje. Ta ostatnia grupa jest najliczniejsza.
Lamentacja ma schemat: wołanie do Boga, opis nieszczęścia, skarga (często pod adresem samego Boga), prośba o interwencję i — zwykle — zwrot ku ufności na końcu.
Zwróć uwagę na to, co jest w środku. Autorzy psalmów oskarżają Boga o obojętność, o sen, o milczenie, o to, że stanął po niewłaściwej stronie. Robią to bezpośrednio, bez formuł łagodzących.
To jest w Biblii, którą czyta się na Mszy. Nie w apokryfach.
Psalm, który kończy się w ciemności
Najostrzejszy przykład to Psalm 88.
Ma pełen schemat lamentacji, ale brakuje mu ostatniego elementu — zwrotu ku nadziei. Kończy się zdaniem: „odsunąłeś ode mnie przyjaciół i towarzyszy: domownikiem moim stała się ciemność“.
I to wszystko. Bez „ale ufam“, bez „a jednak Pan jest dobry“. Tekst urywa się tam, gdzie człowiek jest.
Kościół nie usunął tego psalmu i nie dopisał mu zakończenia. Odmawia się go do dziś — i jest to jedna z najuczciwszych rzeczy w całej liturgii. Człowiekowi, który przeżywa noc bez wyjścia, Kościół nie podsuwa pociechy na siłę. Podsuwa tekst, który jest w tym samym miejscu.
O tym, dlaczego to ma znaczenie, piszemy przy cierpieniu.
Trzy psalmy, których nie usłyszysz
A teraz część, o której mówi się rzadko.
Wśród stu pięćdziesięciu psalmów są takie, w których skrzywdzony żąda od Boga zemsty — konkretnej, szczegółowej i bezlitosnej. Nazywa się je psalmami złorzeczącymi.
Najbardziej znany fragment to koniec Psalmu 137 — tego, który zaczyna się pięknie, od wygnańców płaczących nad rzekami Babilonu. Ostatni werset mówi o szczęściu tego, kto pochwyci i roztrzaska o skałę dzieci ciemiężcy.
To nie jest przenośnia. To jest zapis tego, co czuje człowiek, którego naród właśnie wymordowano i uprowadzono.
Po Soborze Watykańskim II, przy reformie Liturgii Godzin, usunięto z brewiarza trzy psalmy w całości: 58, 83 i 109. W kilku innych pominięto wybrane wersety — na przykład Psalm 110 kończy się w wersji brewiarzowej wcześniej niż w Biblii.
Uzasadnienie brzmiało: teksty te są obce dzisiejszej wrażliwości, a lud Boży mógłby sobie z nimi nie poradzić.
Rzecz, która czyni tę decyzję ciekawą
Warto wiedzieć, jak zapadła. Sprawę omawiano jeszcze w czasie soboru i większość ojców soborowych była przeciwna usuwaniu tych psalmów. Ostateczną decyzję podjął Paweł VI — inaczej, niż chciała większość.
Można to ocenić dwojako i obie oceny są uczciwe.
Za usunięciem: modlitwa liturgiczna to nie to samo co lektura Pisma. Wkładanie w usta wiernych żądania roztrzaskania niemowląt wymagałoby za każdym razem komentarza, a bez niego brzmi tak, jak brzmi.
Przeciw: usuwając te teksty, Kościół pozbawił się języka dla ludzi, którzy naprawdę zostali skrzywdzeni. Człowiek po gwałcie, po ludobójstwie, po stracie dziecka z winy drugiego człowieka nie potrzebuje psalmu o pogodnym zaufaniu. Potrzebuje słów, w których jego wściekłość ma prawo istnieć — i Biblia takie słowa ma.
Te psalmy nie zostały usunięte z Biblii. Są w niej, można je przeczytać. Zniknęły tylko z codziennej modlitwy Kościoła.
Po co złorzeczyć Bogu
Bo alternatywa jest gorsza.
Psalm złorzeczący nie jest wezwaniem do zemsty. Jest oddaniem zemsty Bogu — czyli świadomym wypuszczeniem jej z własnych rąk. Człowiek, który mówi „Ty się z nimi rozpraw“, przestaje planować rozprawę sam.
To jest, jeśli się nad tym zastanowić, mechanizm głęboko trzeźwy. Wściekłość istnieje niezależnie od tego, czy wolno ją wypowiedzieć. Psalmy dają jej adres.
Czego psalmy uczą o modlitwie
Trzech rzeczy, których nie uczy większość podręczników.
Można mieć pretensje. Nie „można w duchu i ostrożnie“ — psalmy robią to wprost i weszły do kanonu.
Nie trzeba kończyć optymistycznie. Psalm 88 jest tego dowodem.
Nie trzeba mieć własnych słów. To jest przy okazji odpowiedź na częsty problem tych, którzy mówią, że nie umieją się modlić. Nie trzeba umieć — teksty są gotowe, sto pięćdziesiąt sztuk, na każdy stan.
Zdanie, które zamyka sprawę
Umierając na krzyżu, Jezus nie wypowiedział modlitwy własnej. Zacytował psalm — i to lamentację: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?“ (Ps 22,2; Mk 15,34).
Chrześcijaństwo umieściło ten cytat w samym środku swojego opisu Boga i nigdy go stamtąd nie usunęło.
Trudno o mocniejsze potwierdzenie, że skarga jest modlitwą.
Źródła
- FaktKsięga Psalmów — 150 utworów; podział na hymny, lamentacje, dziękczynienia, psalmy królewskie i mądrościowe
- FaktReforma Liturgii Godzin po Soborze Watykańskim II — usunięcie psalmów 58, 83 i 109 oraz pominięcie wybranych wersetów; decyzja Pawła VI
- Nauczanie KościołaKatechizm Kościoła Katolickiego 2585–2589 (Psalmy jako modlitwa Kościoła)
- Pismo ŚwięteKsięga Psalmów 22; 88; 137; Ewangelia wg św. Marka 15,34