Przejdź do treści

Kościół i nauka. Trzy sprawy, z których jedna była porażką, a dwie legendą

Sprawa Galileusza była realną pomyłką Kościoła i przyznał to sam papież. Sprawa ewolucji nigdy nie była sporem takim, za jaki uchodzi. A teorię Wielkiego Wybuchu ogłosił katolicki ksiądz, któremu początkowo nie wierzył Einstein.

Redakcja11 sierpnia 20269 min czytania

„Kościół zwalczał naukę“ to jedno z tych zdań, które wszyscy znają i prawie nikt nie sprawdza. Warto je rozłożyć na trzy konkretne sprawy, bo wychodzą z tego trzy różne odpowiedzi — i tylko jedna z nich jest dla Kościoła niewygodna.

1. Galileusz — porażka, której nie da się wytłumaczyć

Zacznijmy od tej, w której Kościół nie ma nic na obronę.

Galileusz twierdził, że Ziemia obiega Słońce. W 1633 roku został osądzony przez rzymską inkwizycję, zmuszony do odwołania swoich poglądów i skazany na areszt domowy, w którym spędził ostatnie dziewięć lat życia.

Warto od razu odjąć od tej historii to, czego w niej nie było: nie był torturowany i nie został spalony. Zginął we własnym łóżku. Wersja z płonącym stosem należy do folkloru, nie do akt.

Ale reszta wystarczy aż nadto. Instytucja kościelna orzekła w sprawie astronomicznej, orzekła błędnie i użyła do tego przymusu wobec człowieka, który miał rację.

I to jest ocena samego Kościoła. W 1981 roku Jan Paweł II powołał komisję, która przez jedenaście lat badała akta procesu. Wyniki papież podsumował 31 października 1992 roku w Papieskiej Akademii Nauk, przyznając, że sędziowie popełnili błąd, a Galileusz wiele wycierpiał ze strony ludzi i instytucji Kościoła.

Trzysta pięćdziesiąt lat to bardzo długo jak na przyznanie się do pomyłki. Ten zarzut zostaje w mocy i nie ma sensownej odpowiedzi.

2. Ewolucja — spór, którego w tej formie nie było

Tu obraz popularny rozmija się z dokumentami najmocniej.

Nie było kościelnego potępienia teorii Darwina. Nie było procesu, indeksu ani ekskomuniki. Przez kilkadziesiąt lat po 1859 roku panowała ostrożność i milczenie — a potem pojawiły się kolejno dwa dokumenty.

1950, Pius XII, encyklika Humani generis. Papież stwierdza, że badanie ewolucji ciała ludzkiego nie jest sprzeczne z wiarą i wolno je prowadzić, pod warunkiem że nie podważa się prawdy o stworzeniu duszy przez Boga.

1996, Jan Paweł II, orędzie do Papieskiej Akademii Nauk. Zdanie, które obiegło świat: nowe zdobycze wiedzy każą widzieć w teorii ewolucji „coś więcej niż hipotezę“.

Uczciwie trzeba dodać, że wokół tłumaczenia tego zdania z francuskiego toczył się spór — część komentatorów uznała popularną wersję za mocniejszą od oryginału. Kierunek jest jednak niesporny: Kościół potwierdził, że ewolucja jest przedmiotem badań naukowych, a nie sporu doktrynalnego.

Granica, którą Kościół stawia, biegnie gdzie indziej, niż sądzą obie strony debaty. Nie dotyczy mechanizmu biologicznego — dotyczy twierdzenia, że człowiek jest wyłącznie wynikiem procesu materialnego. Kościół uczy, że dusza ludzka jest stwarzana bezpośrednio przez Boga, i to jest teza filozoficzno-teologiczna, której żaden pomiar nie rozstrzygnie.

W polskiej debacie warto o tym pamiętać przy jednej rzeczy: kreacjonizm młodej Ziemi nie jest nauczaniem Kościoła katolickiego. To pogląd wywodzący się z części amerykańskiego protestantyzmu i katolik nie ma żadnego obowiązku go podzielać.

3. Wielki Wybuch — teoria, którą ogłosił ksiądz

Tę część mało kto zna, a jest najlepsza.

W 1927 roku belgijski ksiądz katolicki i matematyk Georges Lemaître opublikował pracę, w której z równań ogólnej teorii względności wyprowadził wniosek, że wszechświat się rozszerza — a cofając się w czasie, dochodzi się do stanu skrajnie gęstego. Nazwał to hipotezą pierwotnego atomu.

To jest pierwsze sformułowanie tego, co dziś nazywamy teorią Wielkiego Wybuchu.

Dwie rzeczy warto dopowiedzieć. Po pierwsze, Einstein początkowo tej koncepcji nie przyjął — uważał wszechświat za statyczny i zmienił zdanie dopiero pod ciężarem obserwacji. Po drugie, sama nazwa „Wielki Wybuch“ powstała jako drwina: ukuł ją Fred Hoyle, zwolennik konkurencyjnej teorii, i przylgnęła.

Lemaître pilnował przy tym granicy, którą warto zauważyć: odradzał traktowanie swojej teorii jako naukowego dowodu na stworzenie świata. Uważał, że fizyka i teologia mówią o różnych rzeczach i mieszanie ich szkodzi obu.

To jest, przy okazji, najzdrowsza postawa w całym tym sporze — i wyszła od księdza, nie od jego krytyków.

Co z tego wynika

Katechizm formułuje zasadę w jednym zdaniu: między wiarą a nauką nie może być prawdziwej niezgody, bo ten sam Bóg jest źródłem prawdy w obu porządkach (KKK 159).

Można to potraktować jako deklarację bez pokrycia. Można też sprawdzić, jak działa w praktyce — a praktyka jest mieszana i taka powinna być przedstawiana.

Raz zawiodła: w sprawie Galileusza Kościół orzekł o czymś, o czym nie miał kompetencji orzekać, i potrzebował trzystu pięćdziesięciu lat, żeby to przyznać.

Raz zadziałała cicho: przy ewolucji nie było potępienia, tylko ostrożność, a potem uznanie badań za uprawnione.

Raz zadziałała w drugą stronę: kosmologia współczesna zaczęła się od pracy księdza.

Zdanie „Kościół zwalczał naukę“ jest więc za szerokie, a zdanie „Kościół zawsze wspierał naukę“ — za wygodne. Prawdziwe jest coś trzeciego i mniej efektownego: instytucja, która raz pomyliła kompetencje, zapłaciła za to najgorszą sprawą w swojej historii wizerunkowej i wyciągnęła z tego wnioski wolniej, niż powinna.

Źródła

  • FaktJan Paweł II, przemówienie do Papieskiej Akademii Nauk, 31 października 1992 — zamknięcie prac komisji ds. Galileusza powołanej w 1981
  • Nauczanie KościołaPius XII, encyklika „Humani generis" (1950) — dopuszczalność badań nad ewolucją
  • Nauczanie KościołaJan Paweł II, orędzie do Papieskiej Akademii Nauk, 22 października 1996 — ewolucja jako „coś więcej niż hipoteza"
  • FaktGeorges Lemaître, hipoteza „pierwotnego atomu" (1927) — pierwsze sformułowanie teorii Wielkiego Wybuchu
  • Nauczanie KościołaKatechizm Kościoła Katolickiego 159 — brak sprzeczności między wiarą a nauką