Inkwizycja. Co pokazały archiwa i dlaczego mniejsze liczby niczego nie usprawiedliwiają
Kiedy w 1998 roku otwarto archiwa, historycy dostali to, czego nie mieli przez czterysta lat: akta procesów. Liczby okazały się kilkadziesiąt razy niższe od powszechnie powtarzanych. To nie znaczy, że inkwizycja była nieporozumieniem.
Przez stulecia o inkwizycji dyskutowano bez dostępu do jej akt. Obie strony sporu operowały szacunkami, a szacunki rosły — w publicystyce XIX i XX wieku pojawiały się liczby rzędu stu pięćdziesięciu tysięcy straconych.
W 1998 roku Jan Paweł II otworzył archiwa. Historycy — także niekatoliccy, także żydowscy — dostali akta procesów z lat 1542–1903 i mogli policzyć.
Co pokazały akta
Raport z watykańskiego sympozjum, wydany pod redakcją Agostina Borromea, podaje dane dla inkwizycji hiszpańskiej, czyli tej o najgorszej sławie. Dla lat 1540–1700:
- 44 674 procesy,
- wyrok śmierci w 1,8 proc. z nich.
To około ośmiuset wyroków w ciągu stu sześćdziesięciu lat. Niezależnie od tego rachunku brytyjski historyk Henry Kamen oszacował w monografii z tego samego roku, że w całych dziejach inkwizycji hiszpańskiej stracono około dwóch–trzech tysięcy osób — obniżając tym samym liczby powtarzane wcześniej o dwa rzędy wielkości.
Zastrzeżenie, które trzeba zrobić od razu: archiwa nie obejmują najwcześniejszej, najkrwawszej fazy — dokumentacja z końca XV wieku w dużej części zaginęła w epoce napoleońskiej. Liczby dotyczą więc okresu, który da się udokumentować, a nie całości.
Skąd wzięło się sto pięćdziesiąt tysięcy
Z propagandy — i to jest osobna, ciekawa historia.
Obraz inkwizycji, który znamy z kultury popularnej, ukształtowała w znacznej mierze tzw. czarna legenda: publicystyka antyhiszpańska tworzona w XVI i XVII wieku w krajach protestanckich, przede wszystkim w Niderlandach i Anglii, w czasie wojny z Hiszpanią. Nie był to spór o metodę historyczną, tylko element konfliktu politycznego.
Późniejsi autorzy przejmowali te liczby bez weryfikacji, bo zweryfikować ich nie było jak. Dopiero otwarcie archiwów pozwoliło zestawić opowieść z aktami.
Polowania na czarownice to inna historia
To jest najczęstsze pomieszanie i warto je rozdzielić, bo prowadzi do wniosków odwrotnych niż fakty.
Szczyt polowań na czarownice przypada na XVI i XVII wiek, a najwięcej ofiar pochłonęły one nie w Hiszpanii ani we Włoszech, lecz w Niemczech, Szwajcarii i na terenach protestanckich. Wyroki wydawały w znacznej większości sądy świeckie, nie kościelne.
Co więcej, hiszpańska inkwizycja odnosiła się do oskarżeń o czary sceptycznie. Jej śledczy uznawali zeznania o sabatach za wytwór strachu i tortur, a instrukcje wydawane po głośnych procesach z początku XVII wieku nakazywały wobec takich oskarżeń wyjątkową ostrożność. W praktyce oznaczało to, że tam, gdzie działała inkwizycja, czarownic palono mniej niż tam, gdzie sprawę zostawiono sądom lokalnym.
To nie jest argument na obronę inkwizycji. To jest korekta obrazu, w którym wszystko złe w tamtej epoce dzieje się z jednego źródła.
Czego te liczby nie zmieniają
I tu dochodzimy do sedna, bo tekst o niższych liczbach łatwo zamienia się w tekst usprawiedliwiający. Nie o to chodzi.
Inkwizycja była systemem przymusu w sprawach sumienia. To jest jej istota, a nie skutek uboczny. Instytucja powołana do ścigania poglądów jest sprzeczna z tym, czego Kościół naucza dziś o wolności aktu wiary — że nikogo nie wolno do wiary przymuszać (KKK 160).
Tortury były częścią procedury. Stosowano je w ograniczonym zakresie i pod warunkami, które w tamtej epoce uchodziły za restrykcyjne — ale stosowano.
Osiemset wyroków to osiemset osób. Zdanie „mniej, niż sądzono“ nie jest zdaniem o niczyim życiu. Rachunek statystyczny nie jest rachunkiem moralnym i nie należy ich mylić.
Skutki sięgały dalej niż wyroki. Strach, donosy, wykluczenie, konfiskaty i przymusowe konwersje dotknęły nieporównanie więcej ludzi niż stos. Tego nie widać w tabeli.
Co powiedział Kościół
To nie jest sprawa, w której Kościół się broni. 12 marca 2000 roku, w ramach obchodów Wielkiego Jubileuszu, Jan Paweł II poprosił publicznie o przebaczenie win popełnionych przez ludzi Kościoła — wśród nich wprost wymieniając metody przemocy w służbie prawdy oraz nietolerancję wobec wyznawców innych religii.
Był to akt bez precedensu w dziejach papiestwa i nie miał charakteru warunkowego. Nie padło „gdyby ktoś czuł się urażony“. Padło przyznanie, że przymus w sprawach wiary był zdradą Ewangelii, którą Kościół głosił.
Katechizm formułuje to dziś jako zasadę: w czasach minionych stosowano okrutne praktyki, także przez ludzi Kościoła, ale są one sprzeczne z Ewangelią i Kościół nie może ich usprawiedliwiać (por. KKK 2298).
Po co w takim razie znać liczby
Z dwóch powodów.
Pierwszy jest banalny: prawda ma znaczenie sama w sobie. Jeśli ktoś twierdzi, że inkwizycja zabiła sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi, mówi rzecz nieprawdziwą — i nie przestaje być nieprawdziwa dlatego, że instytucja była zła.
Drugi jest praktyczny. Debata oparta na zawyżonych liczbach jest łatwa do wygrania dla strony przeciwnej — wystarczy pokazać akta. A wtedy razem z liczbą upada cała reszta, łącznie z tym, co w zarzutach było słuszne.
Rzetelne zdanie brzmi mniej efektownie niż jedno i drugie: inkwizycja stracała mniej ludzi, niż się powszechnie sądzi, i była instytucją nie do obrony. Obie połowy tego zdania są prawdziwe i żadna nie unieważnia drugiej.
Źródła
- FaktAgostino Borromeo (red.), „L'Inquisizione. Atti del Simposio internazionale", Watykan 2003 — raport z sympozjum z 1998 roku
- FaktHenry Kamen, „The Spanish Inquisition. A Historical Revision", Yale University Press 1998
- FaktOtwarcie archiwów inkwizycji przez Jana Pawła II w 1998 roku (akta z lat 1542–1903)
- FaktJan Paweł II, „Dzień Przebaczenia" — prośba o przebaczenie win Kościoła, 12 marca 2000
- Nauczanie KościołaKatechizm Kościoła Katolickiego 2298 — potępienie dawnych praktyk przymusu w sprawach wiary